Trzeba być czujnym – subiektywnie o przyszłości.
Z końcem starego i początkiem nowego roku w sieci pojawiło się multum analiz i prognoz co nam przyniesie w branży 2008 rok. Jedna z nich, skłoniła mnie, aby zmiksować podane tam przepowiednie z myśleniem o tym, jak projektant powinien być nastawiony do swojej pracy w tym roku. Jasne, że to lekki bełkot, ale będąc zadeklarowanym zwolennikiem hiperkontekstu, plenienia się tekstów czy rozpełzania i wieloznaczności znaczeń – pozwolę sobie zreferować moje przemyślenia.
Artykuł co prawda dotyczy przyzwyczajeń i oczekiwań na rynku amerykańskim, ale myślę, że końcówka jest na tyle ogólna, że spokojnie można ją potraktować internacjonalnie.
Jak w takim razie myśleć o 2008? Co będzie miało znaczenie, a co za tym idzie – na co zwrócić uwagę projektując? Podsumujmy:
Użytkownicy.
Obłęd związany z komentowaniem dwa.zerowości powoli się kończy, pozostają wnioski. Jednym z nich jest to, że warto śledzić zachowania użytkowników i podejść do projektowania w sposób elastyczny (nic nowego swoją drogą). Od samego początku należy zakładać, że “serwis” będzie się zmieniał, a przynajmniej zostanie poddany audytowi po jakimś okresie próbnym – i zostanie zmieniony tak, aby lepiej spełniać swoją funkcję. Niby oczywiste, ale znam bardzo mało takich przypadków. Wiąże się to z większymi nakładami, ze zmianą myślenia z “obrazka” na proces. Takie podejście pozwoliłoby adaptować rozwiązania, osiągać wymierne korzyści, a przede wszystkim, lepiej pasowałby do kontekstualności Internetu. Ważne, aby od pierwszego kroku projektować elastycznie. Proces, nie ilustracja.
Dochody i wydatki.
Nie od dziś się mówi, że jednym z małych grzeszków naszego podwórka są za małe wydatki na produkcje online. Proponowałbym przyjęcie dwóch założeń: nie ma zbyt małego budżetu, są za wielkie oczekiwania oraz każdy projekt ma wystarczający budżet. Nie oszukujmy się – to co jest w sieci rządzi się tymi samymi zasadami co inne formy reklamowe. Dlaczego więc coś, co nie przynosi zysku ma być traktowane przez marketerów inaczej? Pytanie brzmi: dlaczego często produkcje internetowe tego zysku nie przynoszą? Odpowiedzi jest wiele: agencje projektują dla siebie, nie śledzimy zachowań, nie dbamy o założone cele. Często realizacje są tylko popisem naszych umiejętności…. a budowanie wizerunku sprowadza się do budowania NASZEGO wizerunku. Przesadzam oczywiście, ale widziałem w swojej praktyce wiele razy podejście bazujące na założeniu: są do wydania pieniądze. Bez określenia co ma wygenerować taki budżet. Tak więc, do czasu aż nie zaczniemy traktować tego co robimy jako środka do celu, a nie celu – nikt nie będzie traktował sieci poważnie.
Margines.
Warto sobie zostawić margines. Na prywatne życie, na eksperyment, na piłkarzyki (pozdrawiam, k2boys :). Starzeje nam się liga, powoli wychodzi to nasze środowisko z okresu zachłyśnięcia się możliwościami, działamy coraz bardziej profesjonalnie. Panie i Panowie szefowie: nie dziwcie się, że wasz Art Director ma dwójkę dzieci i chce wyjść z pracy o 17… że ludzie odchodzą, ponieważ Internet stał się jedną z wielu możliwości. Powiem przekornie: czas skończyć z etosem surferów. To jest praca – a każdy z nas potrzebuje marginesu. Aby się rozwijać, aby nie się nie wypalić.
Ryba mała, ryba duża.
Wydaje mi się, że jesteśmy w momencie kiedy duże agencje nie wyrosły jeszcze z czasów, kiedy były małymi zespołami i rządziły się prawami biznesów rodzinnych – a małe agencje nie dorosły jeszcze w stu procentach do tego, aby pokusić się o wyraźny profil. Efektem tego jest to, że wszyscy zajmują się wszystkim. I giganci, i “butiki” próbują realizować wszystkie potrzeby klienta, nawet za cenę utraty wizerunku, zespołu czy opinii. Tak naprawdę oprócz jakości, nasze agencje da się rozróżnić jedynie po wysokości obrotów czy nazwie. Sytuacja według mnie lekko absurdalna. Mam nadzieję, że w 2008 powoli zacznie się to klarować… a pod koniec roku będzie można powiedzieć nie tylko o realizacjach godnych uwagi – ale także o charakterze poszczególnych firm.
Buzz
No dobra… nikt nie wie jaki buzz wygeneruje 2008 – ale jak zwykle: trzeba być czujnym :)
również pozdrawiam ;)
Komentarz - autor: marcin — Styczeń 13, 2008 @ 12:51 am