Asymetria
Stojąc na peronie metra, stacja Ratusz Arsenał, patrzyłem na ekrany wyświetlające reklamy. Żadnych złych wiadomości.
Rzeczywistość przestała istnieć. Wymazaliśmy ją.
Tak jak w tym żarcie: tatuś bierze prozac, tatuś kocha wszystkich.
Mogę napisać, że produkujemy dużo więcej niż jesteśmy w stanie zjeść, przeczytać, zobaczyć. Ale pisząc te słowa wiem, że dodaję do tego morza absurdu kolejny banał, powiększam iluzję, że to co tutaj jest ważniejsze niż to, co tam. Rzeczywistość składająca się z ilości. Konsumpcja? Nie, jakiś totalny produkcjonizm, wytwarzanie dla wytwarzania, przesyt i wisienka.
Paraliż.
Najpierw okazało się, że sztuka nie ma sensu. Potem, że każdy może być artystą, że każdy może być krytykiem.
Niemożliwe jest niczym.
I jestem kim jestem.
Zgoda na reklamę to wpuszczenie frontalnymi drzwiami rozrastającego się mentalnego budyniu z którym prędzej czy później będzie się trzeba zmierzyć. Niezgoda - to separacja i nieobecność. Chyba pierwszy raz nie ma środka, tylko bieguny. Zajęcie jakiegokolwiek stanowiska to szturm na barykadę - różnica polega na tym, z której strony jesteś. Tkwisz właściwie. Lyotard pisze o małych narracjach. Niebo czy piekło rozdrobnienia? “Dobro nie jest kategorią, która mnie interesuje” mówi Rem Koolhaas. I nie mam powodu, żeby mu nie wierzyć.
Skrajny subiektywizm.
Pilot kontra głos.
overpowered.
praca z własnym wrogiem który milusi się staje z czasem.
można się przyzwyczaić a i zrozumienie tegoż się przydaje. tak samo było kiedyś z nauką rosyjskiego za prlu (tak cicia mówiła).
można iść dwubiegunowo (właśnie te bieguny..).
jeden z nich pozostawić dla siebie, drugi dla własnego produktu, zjadanego i wytwarzanego. albo:
oba bieguny dla rzygania i zjadania.
wnętrze dla siebie.
Komentarz autor m. — lipiec 15, 2008 @ 1:01 pm