Projektowanie w podskakującym świecie
Od pewnego czasu mam wrażenie, że coś pękło w rzeczywistości. Wiem, wiem jak to brzmi – ale nie chodzi tu o żaden mistycyzm czy meta język dla wtajemniczonych. Codzienne obserwowanie realnego świata, mimowolne wchłanianie zyliona informacji, mniej lub bardziej potrzebnych wyczula człowieka, wystarczy mieć oczy szeroko otwarte. Jedni używają czysto analitycznych narzędzi, inni wróżą z fusów – ja patrzę. Jeśli ktoś chce teraz powiedzieć coś o moim wewnętrznym ekhm po…komplikowaniu zapraszam do komentarzy.
Otóż wydaje mi się, że świat właśnie przestąpił na drugą nogę. Z hukiem, na pierwszych stronach gazet – co wyjątkowe, bo zazwyczaj takie zmiany następowały powoli i w tle. Za rok, za dwa – będziemy żyli w zupełnie innej rzeczywistości. Proszę spojrzeć – gdziekolwiek człowiek nie obróci głowy: konflikt. Czysto rynkowe gospodarki przechodzą na ręczne sterowanie. Pompowanie miliardów w instytucje, które doprowadziły do kryzysu. I można wymieniać dalej.
Zmieniają się także klienci, a co za tym idzie – ich podejście do rynku… Raczej na odwrót. To rynek zmienił klientów i ich podejście. Rzeczy dzieją się szybciej, rzeczy dzieją się z dnia na dzień, marki które były ostoją selfish ego nabierają dobroczynnych kolorów, marketing powoli dochodzi do granic wrażliwości, za którą znika intymność i wszystkie te Ważne Rzeczy, pieniądz się zatacza od agencji do agencji…. być może czas na małe zmiany także w naszym sposobie myślenia.
Jest w zen takie fajne podejście do rzeczywistości, które – w ogromnym uproszczeniu – można zdefniować jako “niech płynie”. Nie zamykanie się na zmiany i rzeczywistość, nie modelowanie jej czy moderowanie, nie siłowe wpływanie na ciąg wydarzeń – ale obserwacja, przeniesienie punktu obserwacji spoza układu do jego wnętrza przy zachowaniu pełnej autonomii.
Taka dynamiczna równowaga, myślenie w sześciu wymiarach.
Na blogu zenhabits pojawił się jakiś czas temu wpis, który mnie zaintrygował. I kompletnie nie wiedziałem do czego go odnieść. A ponieważ uważam, że wszystkie książki pana Coelho powinny zostać zmielone przed wydaniem (za egzaltację), wpis ten wywołał we mnie swego rodzaju ambiwalencję. Wiedziałem, że te słowa dotyczą ważnych rzeczy, ale niestety – były zbyt trywialne, abym mógł je przyjąć sote. O co chodzi?
Otóż, dlaczego zakładamy, że statyczne podejście do projektowania (czy do życia), niezależnie od etapu, jest dobre ? Dlaczego dbamy o liniowość procesu (brief – rebrief – analiza – strategia, etc, etc) jeśli potrzeby potrafią się zmienić z dnia na dzień ? Powtarzam jak mantrę, że tkwimy po uszy w XIX wiecznym sposobie myślenia, patrzenia na świat, mamy percepcję zdefiniowaną przez tysiące lat ewolucji naszej kultury… tymczasem to już nie wystarcza. Jest za szybko, za mocno, za za za. Być może czas powoli przyzwyczajać się (bo nie śmiem mówić o zmianie) do tego, że równowaga w której żyjemy, to nie równowaga leżącej cegły ale równowaga wirującego bąka. Definiowanie na stałe jakiegolwiek warunku jest dobre na ten moment – lecz za chwilę może być nieaktualne. Kurczowe trzymanie się starych obrazów i przyzwyczajeń wywołuje otwarty konflikt, kiedy następuje szybka zmiana. I nie mówię teraz o życiu, ale właśnie o projektowaniu…
Co do samych technik – polecam artykuł (zobacz).
Ależ właśnie w tym tkwi szkopuł. My, Oni, Ty, ja jesteśmy w samym środku „układu” bytu o którym wspomniałeś dalej czyli kultury czy cywilizacji (część mądrali uznaje te pojęcia za jednoznaczne). Myślę, że „wiedza” tkwi właśnie w wyjściu po za magiczny krąg, który jest definiowany i tworzony zupełnie niezależnie od naszego „chcę” czy „mogę” w rozumieniu kultury jako bytu niezależnego, autonomicznego od obserwatora. Obserwacja z zewnątrz bez wartościowania i późniejsze wyciągnięcie wniosków jest tym co powinno definiowac WIEDZĘ. Liniowośc – brief – rebrief – analiza – strategia, etc, etc wynika z czegoś co jest po za kulturą czyli z natury – narodziny – amciu – kupa – sex- śmierc czyli ciągu, który jest zrozumiały i powoduje, że czujemy się bezpiecznie. Zostawiając na chwilę coś na co nie mamy (jeszcze) wpływu czyli naturalny bieg rzeczy, możemy „wziąć się” za kulturę a raczej jej przejawy materialne będąc ścisłym (projekt). Tu jestem zdania, że łamanie wszelkich zasad, przestawianie zastanych (w XIX w i wcześniej) kolejności jest kwintesencją tworzenia. Kolejnośc, schematy, zasady, wartościowanie w ogóle sam fakt, że napisałeś co napisałeś a ja odpisałem zabija spontanicznośc, pomysł, idee… Nie nazywac, nie wartościować ale tworzyc.
1. Tylko co było by dalej? Nic! Nuda… nic się nie dzieje… polski film.
2. Jak to powiedziec Klientom? :)
Komentarz - autor: Marcin — Styczeń 22, 2009 @ 11:56 pm