Jego wysokość banał

Pamiętam czasy (jak to potwornie brzmi), kiedy aktywność polegała na czymś zupełnie innym niż teraz. Być może nie mieliśmy gotowych platform – wszystko powstawało od zera, być może nie mieliśmy tak rozbudowanych narzędzi, być może nie było tak łatwo przenieść video do sieci i szczytem glamu było wektoryzowanie klatka po klatce postaci… Ale chciało nam się. Mieliśmy pomysły, mieliśmy czas i przede wszystkim mieliśmy odwagę.

Dla mnie internet to ciągle podróż. Przez cudzą twórczość, przez inne pomysły, przez wydarzenia i zdarzenia, które przytrafiają się komuś innemu, gdzieś indziej, w innym czasie. I tak jak w każdej podróży – nie lubię się nudzić.

A ostatnio mam wrażenie, że coraz mniej ciekawie jest.

Pożarła nas technologia, zużywamy coraz więcej… pasma, czasu, mocy. Co dostajemy w zamian? Efemeryczność marketingową, chwilowe fajerwerki i trzyliterowe skróty oznaczające nasz sukces – lub brak sukcesu. Spędzamy coraz więcej czasu na cyzelowaniu detali, umyka nam gdzieś sens i “zasadniczość” tego co robimy.

Nie jestem marketingowcem, jestem grafikiem. A widzę, że wygrywa coraz częściej zadowolenie klienta, coraz częściej sprzedajemy zamiast kreować.

I to wcale nie jest naiwne myślenie.

Czuję się osaczony w sieci schematami, namolną i nudną reklamą, banałem i -niestety- brzydotą. I pomimo, że piękno nie jest kategorią, która mnie szczególnie interesuje (podobnie jak Rema Koolhaasa) to jednak wierzę w to, że zmieniając otoczenie zmieniamy samych siebie. Pytanie tylko, czym.

Jest takie pojęcie jak “śliczny”. Samo w sobie zawiera już pejoratywne określenie czegoś lekko cukierkowatego, cukrowatowego i różowego. Że tak powiem: cuchnie karmelem. Banał i kicz dla średnio rozgarniętych. Czy nie macie wrażenia, że coraz więcej tego wokół nas?

Każda dyskusja o której czytam, dotyczy social mediów. Każde myślenie o przyszłości internetu to rozmowa o spieniężeniach, konwersjach i klikalności.

Design oceniany eyetrackerami.


Brakuje mi instytucji, która potrafiłaby mówić o tych sprawach, stanęła w szranki z barcampami, grillitami i kolejną konferencją o jak najprostszym mieleniu mózgów.

Brakuje mi ludzi, którzy potrafili by powiedzieć głośno, że dobry design jest sam w sobie wartością.

Brakuje mi silnego i rozpoznawalnego miejsca, które potrafiłoby edukować, że inteligencja w połączeniu z pięknem jest możliwa.


Ciekawe czasy, cholera.


Posted on Luty 18, 2009 by jacek opaluch in design, projektowanie, publicystyka.

Tags:, , , , , , , .

Internet dzisiaj potrzebuje alternatywy. Do tych wszystkich barcampów i ogólnego owczego pędu w przeliczaniu wszystkiego na monety też. To już coraz bardziej przypomina swoistą tragifarsę. Nie neguje tutaj naturalnej, ludzkiej cechy jaką jest przedsiębiorczość, ale robienie wszystkiego pod klienta (żeby nie powiedzieć pod siebie) nie spisuje się na dłuższym dystansie. Wiem, że narażam się na lincz ze strony inny komentujących, ale śmiem twierdzić gdyby zrównoważony rozwój był priorytetem nie mielibyśmy takich problemów.

Komentarz - autor: Marek — Luty 18, 2009 @ 11:42 am

Zrównoważony rozwój… nie, nie o to tym pisałem.
Właśnie codzienna orka nad skutecznością czy liniowe spełnianie potrzeb klienta – to zrównoważony rozwój.
A tu potrzeba bojówek i ekstremizmu :)

Komentarz - autor: mkd — Luty 18, 2009 @ 12:16 pm

Bojówki jako alternatywa dla barświata. Zrównoważony rozwój naprzeciw pożarciu przez technologie. Mówimy o dwóch różnych światach, które się tylko przenikają.

Komentarz - autor: Marek — Luty 18, 2009 @ 3:19 pm

“A widzę, że wygrywa coraz częściej zadowolenie klienta, coraz częściej sprzedajemy zamiast kreować.”

A kto za to wszystko płaci? Chwała bogu, że dzisiaj klienci coraz częściej dostają Produkt, który jest używalny, ludzie potrafią z niego korzystać, a przede wszystkim zwraca pieniądze klienta. Który potrafi skutecznie zarabiać, a nie tylko wygrywać konkursy dla grafików czy zdobywać uznanie kolegów na Towarze czy Mocnym Webie (śp. zresztą).

Moim zdaniem to, że dzisiaj mainstream to projektowanie nastawione na zaspokajanie potrzeb klienta a nie ekspresję artystyczną, świadczy po prostu o tym, że nasza branża wreszcie weszła w fazę dojrzałości, opuszczając etap młodzieńczy.

Powiedziawszy to wszystko, mogę teraz stwierdzić, że po cichu ja też tęsknię za rewolucją :). Z tym że oczekiwanie, że będzie ona za pieniądze klientów jest raczej nieuzasadnione, zwłaszcza w epoce zaciskania pasa i cięcia budżetów.

Moim zdaniem piłka jest po stronie designerów. Ilu z nich ma chęć zrobić coś ekstra wyłącznie dla siebie? Albo na przykład dla organizacji, której nie stać pójście do agencji i profesjonalny design, za to chętnie przyjęłaby z otwartymi ramionami coś nieszablonowego? Ilu grafików zaprojektowałoby coś genialnego ZA DARMO dla NGO albo jakiegoś niezależnego zina, zespołu muzycznego?

Chyba każdy z zawodowych grafików, jakich znam (a trochę zdążyłem poznać) przede wszystkim LICZY. Nawet Ci, którzy mają 18 lat i dopiero zaczynają, myślą wyłącznie w kategoriach szybkiego i skutecznego zarobku, a hasła “ekspresja” czy “rewolucja” są im tak samo bliskie jak np. dzieła Lenina.

Nie ma co marudzić. Trzeba zacząć robić.

Komentarz - autor: Krzysztof Szafranek — Luty 18, 2009 @ 10:36 pm

Bo to są akurat konferencje poświęcone kwestiom biznesowym i częściowo technicznym… nie kreatywnym. Wszak “branża internetowa” to dziś pojęcie o wiele mniej jednoznaczne. I nikt nikomu nie broni tworzyć spotkań dla grafików, o kreatywoności i kreowaniu, itd. Droga wolna :-)

Natomiast większość osób działających w Sieci dziś jest nastawiona na co innego i to chyba nie ich wina? Ja to widzę, jako postęp.

Komentarz - autor: Bartłomiej Dymecki — Luty 28, 2009 @ 12:02 am

Rzekłbym look who’s talking – o kreowaniu i narzekaniu na jakość mówi ten, kto walnął brzydkiego playa na święta. Słabego playa fresh i wiele innych, których z czystej przyzwoitości nie wymienię.

Brak słów panie hipokryto.

Komentarz - autor: Są dni — Kwiecień 5, 2009 @ 11:14 pm

… dyskusja z anonimem

Komentarz - autor: Jacek — Kwiecień 6, 2009 @ 12:01 am

Blogowanie ma swoje wady i zalety Jacku. Anonimowi krzykacze są jak margines na białej kartce. Bez względu na to, jaką treść na niej umieścisz, margines musi być. Odkreślasz czerwoną linią i trzymasz dystans.

Pozdrawiam.

Komentarz - autor: Paweł Kubasiak — Czerwiec 28, 2009 @ 4:08 am

Dodaj komentarz

Ponieważ uważam, że każda rozmowa powinna mieć jakość – od dzisiaj będę usuwał komentarze anonimowe (z fejkowym mailem) oraz zerowe merytorycznie.
Krytyka ma sens, jeśli można na nią odpowiedzieć.
Miejsce anonimów jest w koszu.
Szanujmy się.