Utopia

Na interaktywnie.com pojawił się artykuł dotyczący reformowania życia politycznego i społecznego przez social media. Się pytam: jak?

Czytając, miałem wrażenie, że to kolejny artykuł opowiadający o tym, jak idealny jest świat, w którym żyjemy i jak idealne są media, z którymi współdziałamy. Pobożne życzenia, wywodzące sie z wizji pozytywnej utopii, zapoczątkowanej gdzieś w XVII wieku, wizji opierającej się o przekonanie, że obywatelstwo to wbudowany moduł człowieczeństwa, a współdziałanie i oddolna chęć zmiany otaczającej nas rzeczywistości to imperatyw dominujący w życiu człowieka. Tak jak mówiłem: utopia.

Po pierwsze: przesadą jest nazwanie strumienia newsów społecznościami. 10% użytkowników generuje 90% treści. Społeczność to uogólniając, jakaś tam struktura w której znaczenie ma nie tylko stopień możliwej komunikacji, ale także wzajemne relacje  i odpowiedzialności pomiędzy uczestnikami. Hobbes, umowa społeczna. Czy korzystanie z narzędzi tworzących social media to jakakolwiek społeczność? Zminimalizowana do poziomu abstrakcji interakcja, refleksja na poziomie palca odskakującego od gorącego czajnika, kultura a kuku.

Po drugie: autor pisze o demokracji liberalnej. Jeśli w ten sposób określać skrajnie techniczną formę zarządzania państwem, a takie są trendy (coraz mocniejsze angażowanie się państwa w życie obywatela, kontrola, biurokracja pełzająca, itd) to mamy do czynienia raczej z groteską. Jakie znaczenie dla wielomilionowego kraju ma garść osób, komunikujących się za pomocą czegoś, co jest nazywane właśnie social mediami ? Co tak realnie zmienia obecność tych miejsc ? Jak to wpływa na rzeczywistość, poza wypryskami w rodzaju awantury o tożsamość blogera czy puste akcje stawania w obronie czy poparcia ?

Po trzecie: zasięg. Jeśli odbywa się debata o mediach bez udziału przedstawicieli naszej działki – jakie realne znaczenie ma to, co myślimy o tym, jak wpływamy na świat? Czy może należy jeszcze / ciągle powstrzymywać się przed wywieszaniem flag na reichstagu starego porządku, bo tak naprawdę, to z punktu widzenia kogoś, kto stoi poza dyskusją – nasz głos nie istnieje?

System w którym żyjemy, szczególnie w tym kraju, jest pomieszaniem skrajnie stechnicyzowanej organizacji ze skrajną obojętnością społeczeństwa. Social media – a raczej ludzie, którzy uczestniczą w tym Przedsięwzięciu – niewiele zmieniają. To jeszcze (?) hermetyczny świat dostępny i użytkowany przez garść zapaleńców. Społeczności to nie wolność, a narzędzie. Narzędzie najczęściej używane do dodawania zdjęć, opisywania swoich stanów emocjonalnych czy dogłębnej analizy serwowanej treści, analizy podawanej najczęściej w formie “świetne #zdjęcia i niezły #klimat @grafik”. Istnieją zapowiedzi  zmian Jest parę inicjatyw mających potencjał (dziennikarstwo obywatelskie, irański przykład wykorzystania twittera)  -ale historia pokazuje, że o ile łatwo o manifesty, o tyle trudniej i o realne zmiany.

Podsumowując: społeczności nie zmieniają rzeczywistości. Jeśli już, to postrzeganie i świadomość osób korzystających z tych narzędzi. A i tak to tylko promil osób tworzących tą rzeczywistość.


Posted on Wrzesień 16, 2009 by jacek opaluch in publicystyka, social media.

Tags:, , , .

jes jes jes expert od social media
zastanawiam sie nad tym czy jest cos na czym ty sie nie znasz?
bo wyglada na to ze umiesz wszystko
niedlugo konferencja
bede ciebie obserwowac wiec lepiej sie postaraj

Komentarz - autor: fan — Wrzesień 16, 2009 @ 4:34 pm

sport to zdrowie

Komentarz - autor: m — Wrzesień 16, 2009 @ 4:42 pm

Cześć, fan.
Nie znam się na wielu rzeczach, w tym na social mediach, ale parę faktów wczytałem i nie boję się wypowiadać własnego zdania pod własnym imieniem i nazwiskiem.
A do Rzeszowa zapraszam, może wtedy poznam i będzie okazja na coś więcej niż anonimowy komentarz.
pozdrawiam.

Komentarz - autor: mkd — Wrzesień 16, 2009 @ 7:33 pm

Jestem za a nawet przeciw.

Faktem jest to – że wielu ‘ekspertów’ uważa iż obecność w web 2.0 Baracka Obamy była jednym z wazniejszych czynników decydujących o jego zwycięstwie.

Jest to jednak umiejętne wykorzystanie web2.0, przez dobrze rozpoznawalnego polityka, do komunikacji z potencjalnymi wyborcami, którzy z racji swojej wieku, wykształcenia itd. traktują internet jako najbardziej opiniotwórcze i wiarygodne medium oraz najwygodniejszy sposób komunikacji i wyrażania swoich poglądów.

Tu (@interaktywnie) chodziło jednak o sytuacje w której to tworzy się społeczność składająca się z anonimowych jednostek, która to zaczyna wpływać na kształ życia politycznego i społecznego ‘w realu’.

Ja w przeciwieństwie do fana co bede ciebie obserwować, zgadzam się z Jackiem. Jeszcze za wcześnie by mówić (a w szczególności wskazać) efekty (realne) kształtowania się takich społeczności.

Oczywiście mamy sytuacje wyjątkowe – wybory w Iranie, gdzie społeczność zaczyna używać medium jakim jest twitter do komunikacji. Jest to jednak efekt poszukiwania najwygodniejszego medium do relacjonowania wydarzeń w realu.

Nie mieliśmy do czynienie z sytuacją, w której irańscy studenci stworzyli społeczność, która zaproponowała projekt zmian, który to wywołał jakieś realne działania (czy to zmiane czy to zamieszki)…

Wszystkie tego rodzaju próby (akcje web 2.0 przenoszone do rzeczywistości) mają raczej charakter performance’u i służą pokazaniu możliwości organizowania się, a nie rzeczywistemu organizowaniu się i prowadzeniu działań mających na celu zmiany społeczne czy polityczne.

Pozdrawiam
ŁP

Komentarz - autor: Łukasz Plutecki — Wrzesień 17, 2009 @ 10:08 am

no i panie hipokryta wypadles pan slabo
… ale to bylo do przewidzenia

Komentarz - autor: fan — Wrzesień 25, 2009 @ 12:03 am

bez komentarza

Komentarz - autor: mkd — Wrzesień 25, 2009 @ 12:11 am

Dodaj komentarz

Ponieważ uważam, że każda rozmowa powinna mieć jakość – od dzisiaj będę usuwał komentarze anonimowe (z fejkowym mailem) oraz zerowe merytorycznie.
Krytyka ma sens, jeśli można na nią odpowiedzieć.
Miejsce anonimów jest w koszu.
Szanujmy się.