Zadyszka

Jest sobie taki artykuł, a ja mam w głowie magiczne słowo kreatywność i jeszcze bardziej magiczną innowacyjność. Dwa pojęcia, według mnie nie rozłączne.

Czy Sky Tower jest innowacyjne? Czy jest dobrą kreacją? Może Bacardi - The Original Mojito? Czy ładne tapety i niekonwencjonalna nawigacja wystarczą, żeby ten wózek toczył się dalej? A może straciliśmy dystans i zaspakajamy się już tylko subiektywnymi doznaniami estetycznymi, zapominając, że awangarda to bycie z przodu a innowacyjność polega na przesuwaniu granicy i odkrywaniu jak daleko jest horyzont. Jakoś tak wszystko stanęło. Rozwijamy i wykorzystujemy istniejące technologie, czujemy się bezpieczni w swoich mniej lub bardziej profesjonalnych zagrywkach, a tak w gruncie rzeczy - przestaliśmy szukać, oferujemy kopiowane oferty i dawno, dawno nikt z nas nie pokazał rzeczy… odkrywczej.

Można to uroczo nazwać - wróciliśmy do robienia stronek. Nie integrujemy, nie roszerzamy, nie eksperymentujemy. Staliśmy się specjalistami od zgrabnych animacji i ładnych obrazków. Być może to nasza działka, ale to nie jest zbyt wesołe podsumowanie. Czasami mam tylko wrażenie, że niczego więcej nam nie trzeba, stoimy w tym samozadowoleniu, etc.

Że klient? Nie wierzę. Po prostu nie wierzę, że po drugiej stronie stoją tylko marketoidy, nie wierzę, że nie ma otwartych osób, które lubią się bawić przyszłością i widzą w swoich markach coś więcej niż tylko biżuterię.

To już zblazowanie czy tylko zadyszka ?

A może ładnie ukryta, polukrowana - ale niczym nie skrępowana chęć na pieniądze ?

PS, dodane 19.07.2008

Oki, parę słów wyjaśnienia:

- design dla mnie to nie tylko tworzenie skórek, ale także to coś, pod kolorami i rozmieszczeniem… pomysł, technologia, idea, podsumowanie…. nie tylko ładne animacje
- i Mojito, i sky tower są dla mnie tylko punktem zaczepienia. Nie uważam, że są to słabe realizacje. Uważam natomiast, że nic nie wnoszą, oprócz doznań estetycznych. Dużo to - czy mało, ocena subiektywna.
- fragment o zarabianiu pieniędzy… może zabrzmiał ostro, ale chodziło mi jedynie o sposób szukania nowych źródeł przychodów. Według mnie advertgaming to taki prosty i łatwy sposób - i dlatego znalazł się w tym poście.
- to co zostało przeze mnie napisane odnosi się nie do tych konkretnych realizacji i być może błędem było umieszczenie ich w tekście…. przemyślenia te dotyczą ogólnie kondycji tego, co się dzieje na obszarze www
- nie trzeba być autorem książek, żeby docenić (lub nie) książkę
- doceniam to, co robi click5 i ars thanea, naprawdę

Asymetria

Stojąc na peronie metra, stacja Ratusz Arsenał, patrzyłem na ekrany wyświetlające reklamy. Żadnych złych wiadomości.
Rzeczywistość przestała istnieć. Wymazaliśmy ją.

Tak jak w tym żarcie: tatuś bierze prozac, tatuś kocha wszystkich.

Mogę napisać, że produkujemy dużo więcej niż jesteśmy w stanie zjeść, przeczytać, zobaczyć. Ale pisząc te słowa wiem, że dodaję do tego morza absurdu kolejny banał, powiększam iluzję, że to co tutaj jest ważniejsze niż to, co tam. Rzeczywistość składająca się z ilości. Konsumpcja? Nie, jakiś totalny produkcjonizm, wytwarzanie dla wytwarzania, przesyt i wisienka.

Paraliż.

Najpierw okazało się, że sztuka nie ma sensu. Potem, że każdy może być artystą, że każdy może być krytykiem.
Niemożliwe jest niczym.
I jestem kim jestem.

Zgoda na reklamę to wpuszczenie frontalnymi drzwiami rozrastającego się mentalnego budyniu z którym prędzej czy później będzie się trzeba zmierzyć. Niezgoda - to separacja i nieobecność. Chyba pierwszy raz nie ma środka, tylko bieguny. Zajęcie jakiegokolwiek stanowiska to szturm na barykadę - różnica polega na tym, z której strony jesteś. Tkwisz właściwie. Lyotard pisze o małych narracjach. Niebo czy piekło rozdrobnienia? “Dobro nie jest kategorią, która mnie interesuje” mówi Rem Koolhaas. I nie mam powodu, żeby mu nie wierzyć.

Skrajny subiektywizm.

Pilot kontra głos.

Komentarze: (1). on lipiec 15, 2008 by mkd w publicystyka.

Tagi: , , , .

Design to sztuka. Jednak.

Tomek Karwatka na swoim blogu pyta czy design to sztuka.

Roztrząsanie tego typu pytań tak naprawdę niewiele wnosi do codziennego życia designera. Niemniej warto znać te różnice bo pomagają one w dyskusji z klientem. Zdarza się, że jedynym kryterium oceny serwisu staje się unikalność, oryginalność. Warto wtedy zadać pytanie czy tworzymy sztukę czy narzędzie?.

Ależ panie Tomku.

Gdybyśmy tak myśleli, nasze ulice zaklejone byłyby kartkami papieru w kratkę z napisem “Zaraz wracam” a strony pokroju Use it czy offline (sory, Eryk) zdominowałyby rzeczywistość. Ludzie to nie maszyny składające się z kart do sortowania, testów i przebiegów myszy. Ludzie chcą wiosny, kwiatów i piękna! :)

A tak na serio: mam wrażenie, że zarówno Tomek jak i przytaczany przez niego Joshua Porter zapominają o paru rzeczach. Przede wszystkim mamy różne potrzeby. Nie tylko te, które generują oczekiwania, że coś będzie proste czy efektywne w użyciu. Gdzieś z tyłu głowy każdy z nas (no, większość) od zawsze czeka także na jakąś wartość dodaną. Tą wartością w przypadku projektowania jest estetyka. I, żeby uniknąc nieporozumień, to nie jest logiczne albo-albo. Tylko suma użytkowości i estetyki daje wymierny efekt. Jedna rzecz nie wystarczy. Zgadzam się, oczywiście, że dobry projekt to taki, ktory spełnia swoją funkcję i zwyczajnie nie przeszkadza. Nie znaczy to jednak, że dobry projekt jest brzydki. Przeciwnie. Tak jak pisałem wcześniej: dobry znaczy nie-przeszkadzający i … ładny.

Nie oszukujmy się, prędzej czy póżniej, umiejętność badania i modyfikacji założeń projektowych pod kątem spraw związanych z użytkowością stanie się rzeczą normalną. Nie będzie w tym żadnej magicznej wiedzy, źadnej mitologi. Będzie musiało działać - a rzeczy nie działające będą ewenementem. Co wtedy będzie decydowało o unikalności projektu?

Jeżeli spojrzymy na twórczość znanych i dobrych projektantów to okaże się, że praktyczność rozwiązań, które zaproponowali, leży niejako u podstaw tych propozycji. Jest niewidoczna. Jest wpisana w mechanizm. Te rzeczy, strony, plakaty, znaki - po prostu działają. Pozostaje coś nieuchwytnego, co każe nam decydować o tym, że spośród tysięcy realizacji tylko parę pozostaje nam w pamięci. Tylko parę zostaje zapisanych i staje się wzorem na przyszłość. I na pewno nie dzięki temu, że nie są sztuką.

Jeszcze jedna kwestia. Tak, projektowanie ma zawsze kontekst. I tak jak w sztuce - to ten kontekst decyduje, czy coś dociera do ludzi, czy nie. Projektujemy zgodnie z duchem czasu, ulegając w większym lub mniejszym stopniu modom. Niektórzy z nas te mody kształtują. Ale zawsze, powtarzam, zawsze dobry design jest odbiciem tego, co się dzieje ze społeczeństwem, odbiorcą i projektantem. Dobry design to dialog pomiędzy twórcą, tworzywem i użytkownikiem. Na tym polega ta komunikacja: ja mówię do ciebie językiem, który ty zrozumiesz. Można mówić niewyraźnie, archaicznie czy w końcu niezrozumiale. Zawsze jednak podejmuje się próbę przekazania jakiejś treści w języku zrozumiałym dla odbiorcy. A ten - no żyje tam, gdzie żyje. I tak jak w sztuce - to kwestia stylu. Przełożenia własnej wyobraźni na język uwikłanego w czas teraźniejszy odbiorcy. Przekładając, używamy własnych umiejętności, doświadczeń i emocji. A unikalność bierze się z chęci wyróżnienia dzieła - a z drugiej, podkreślenia naszej wyjątkowości.

Reasumując: nie zgadzam się, że design to nie sztuka. Przeciwnie: dobry design będzie zawsze sztuką. Podlega tym samym prawom, jest równie emocjonalny i indywidualny. A to, że na bramce IN projektu są inne wartości początkowe niż na bramce rzeźby, instalacji czy obrazu - to inna sprawa.

Paul Rand: uinnienie zwyczajności

Paul Rand

Paul Rand urodził się w 1914 roku.
Jeden z najważniejszych amerykańskich projektantów, twórca znaków graficznych dla IBM czy UPS (ta starsza wersja, z paczką u góry). Jego twórczość nacechowana jest prostotą, minimalizmem i szczególnym zniekształcaniem rzeczywistości.

“Idea nie musi być ezoteryczna, aby być oryginalna czy ekscytująca.” Rand nie tworzy magii, ale design. Silne formy, jednolite i pozbawione ozdobników, uniwersalne w swoim mówieniu o idei zawartej w pomyśle. Znaki, ekstremalnie uproszczone, tak, aby mogły przeżyć w tłoku innych znaków - bez zniekształceń i interpretacji. Dążenie do perfekcji, na którą nie składa się ilość warstw i moda, ale ponadczasowa siła prostoty. Modernizm.

Problemem projektanta jest defamiliaryzacja, uinnienie zwyczajności.

Ocieranie się o to, co w codzienności ukryte za formami, znaczeniami. Tworzenie z codzienności rzeczy nieznanej, obcej i odkrywanej na nowo.
A czemu o tym piszę?
Ponieważ mam bardzo podobne podejście do projektowania to raz, a dwa: na flickerze znalazłem grupę dotyczącą jego twórczości.

Trzeba być czujnym - subiektywnie o przyszłości.

Z końcem starego i początkiem nowego roku w sieci pojawiło się multum analiz i prognoz co nam przyniesie w branży 2008 rok. Jedna z nich, skłoniła mnie, aby zmiksować podane tam przepowiednie z myśleniem o tym, jak projektant powinien być nastawiony do swojej pracy w tym roku. Jasne, że to lekki bełkot, ale będąc zadeklarowanym zwolennikiem hiperkontekstu,  plenienia się tekstów czy rozpełzania i wieloznaczności znaczeń - pozwolę sobie zreferować moje przemyślenia.

Artykuł co prawda dotyczy przyzwyczajeń i oczekiwań na rynku amerykańskim, ale myślę, że końcówka jest na tyle ogólna, że spokojnie można ją potraktować internacjonalnie.

Jak w takim razie myśleć o 2008? Co będzie miało znaczenie, a co za tym idzie - na co zwrócić uwagę projektując? Podsumujmy:

Użytkownicy.

Obłęd związany z komentowaniem dwa.zerowości powoli się kończy, pozostają wnioski. Jednym z nich jest to, że warto śledzić zachowania użytkowników i podejść do projektowania w sposób elastyczny (nic nowego swoją drogą). Od samego początku należy zakładać, że “serwis” będzie się zmieniał, a przynajmniej zostanie poddany audytowi po jakimś okresie próbnym - i zostanie zmieniony tak, aby lepiej spełniać swoją funkcję. Niby oczywiste, ale znam bardzo mało takich przypadków. Wiąże się to z większymi nakładami, ze zmianą myślenia z “obrazka” na proces. Takie podejście pozwoliłoby adaptować rozwiązania, osiągać wymierne korzyści, a przede wszystkim, lepiej pasowałby do kontekstualności Internetu. Ważne, aby od pierwszego kroku projektować elastycznie. Proces, nie ilustracja.

Dochody i wydatki.

Nie od dziś się mówi, że jednym z małych grzeszków naszego podwórka są za małe wydatki na produkcje online. Proponowałbym przyjęcie dwóch założeń: nie ma zbyt małego budżetu, są za wielkie oczekiwania oraz każdy projekt ma wystarczający budżet. Nie oszukujmy się - to co jest w sieci rządzi się tymi samymi zasadami co inne formy reklamowe. Dlaczego więc coś, co nie przynosi zysku ma być traktowane przez marketerów inaczej? Pytanie brzmi: dlaczego często produkcje internetowe tego zysku nie przynoszą? Odpowiedzi jest wiele: agencje projektują dla siebie, nie śledzimy zachowań, nie dbamy o założone cele. Często realizacje są tylko popisem naszych umiejętności…. a budowanie wizerunku sprowadza się do budowania NASZEGO wizerunku. Przesadzam oczywiście, ale widziałem w swojej praktyce wiele razy podejście bazujące na założeniu: są do wydania pieniądze. Bez określenia co ma wygenerować taki budżet. Tak więc, do czasu aż nie zaczniemy traktować tego co robimy jako środka do celu, a nie celu - nikt nie będzie traktował sieci poważnie.

Margines.

Warto sobie zostawić margines. Na prywatne życie, na eksperyment, na piłkarzyki (pozdrawiam, k2boys :). Starzeje nam się liga, powoli wychodzi to nasze środowisko z okresu zachłyśnięcia się możliwościami, działamy coraz bardziej profesjonalnie. Panie i Panowie szefowie: nie dziwcie się, że wasz Art Director ma dwójkę dzieci i chce wyjść z pracy o 17… że ludzie odchodzą, ponieważ Internet stał się jedną z wielu możliwości. Powiem przekornie: czas skończyć z etosem surferów. To jest praca - a każdy z nas potrzebuje marginesu. Aby się rozwijać, aby nie się nie wypalić.

Ryba mała, ryba duża.

Wydaje mi się, że jesteśmy w momencie kiedy duże agencje nie wyrosły jeszcze z czasów, kiedy były małymi zespołami i rządziły się prawami biznesów rodzinnych - a małe agencje nie dorosły jeszcze w stu procentach do tego, aby pokusić się o wyraźny profil. Efektem tego jest to, że wszyscy zajmują się wszystkim. I giganci, i “butiki” próbują realizować wszystkie potrzeby klienta, nawet za cenę utraty wizerunku, zespołu czy opinii. Tak naprawdę oprócz jakości, nasze agencje da się rozróżnić jedynie po wysokości obrotów czy nazwie. Sytuacja według mnie lekko absurdalna. Mam nadzieję, że w 2008 powoli zacznie się to klarować… a pod koniec roku będzie można powiedzieć nie tylko o realizacjach godnych uwagi - ale także o charakterze poszczególnych firm.

Buzz

No dobra… nikt nie wie jaki buzz wygeneruje 2008 - ale jak zwykle: trzeba być czujnym :)